poniedziałek, 11 maja 2015

Wyjątkowi ludzie, którzy zmienili moje życie

Podejmując w życiu różne działania spotykamy wielu ludzi. Zdecydowana większość z nich nie wyróżnia się na tyle, abyśmy uznali ich za wyjątkowych. Często nawet ich nie zapamiętujemy. Jednak niektórzy wydają nam się inni, wybijają się ponad przeciętność na tyle, że zwracają tym naszą uwagę. Tych zapamiętujemy na długo, czasami na zawsze, i dobrze jest jeśli staramy się od nich czegoś nauczyć lub przynajmniej przewartościować swoje podejście do jakiegoś zagadnienia.

Przygotowując się do tego tekstu starałem się zebrać w pamięci te najważniejsze osoby, które sprawiły, że zatrzymałem się na chwilę i przemyślałem to i owo. Dzięki temu byłem w stanie zmienić coś w sobie, pojawiła się chwila refleksji na temat całościowego podejścia do życia lub nawet do jakiegoś drobiazgu w życiu, który w danej chwili był istotny.

Stryj


Pierwszą taką osobą w moim życiu był mój stryj, czyli brat mojego ojca. Najmłodszy z czterech braci, zawsze przejawiał nieco inne podejście do wielu spraw. Pasjonowały go łamigłówki i zagadki logiczne. Niemal każda jego wizyta lub spotkanie w rodzinnym gronie oznaczało dla dzieciaków nową zagadkę, którą trzeba było rozwiązać. 

Odkąd pamiętam, otaczały go książki. Na pierwszą komunię otrzymałem od niego 20 000 mil podmorskiej żeglugi oraz W 80 dni dookoła świata. Obie te książki przeczytałem z wielkim zainteresowaniem i to chyba one rozbudziły we mnie zainteresowanie literaturą, mimo że bardzo wiele w tym zakresie zawdzięczam moim rodzicom. W latach gimnazjum i liceum odbyłem dużą ilość rowerowych kursów do stryja, którym towarzyszył plecak wypełniony książkami. Jedne były odwożone, drugie przywożone, a nie przeczytałem nawet niewielkiej części księgozbioru. Nawet dziś, kiedy się go odwiedzi, w różnych dziwnych miejscach znajduje się aktualnie czytane książki.

Stryj stworzył i rozwinął firmę medyczną. Po kilkunastu latach sprzedał ją szwajcarom za kwotę z sześcioma zerami, a sam nadal pozostaje jej prezesem.

źródło: knowledgeformen.com

Nauczycielka rosyjskiego


Bycie uczniem gimnazjum to specyficzne doświadczenie. Ja byłem jednym z pierwszych roczników, których objęła reforma szkolnictwa tworząca ten etap edukacji. Przypada on na bardzo głupi wiek, nie jest to tajemnicą.

Jednak również wtedy spotkałem osobę, która wyróżniała się podejściem do wielu spraw. Była to nauczycielka rosyjskiego, ucząca moją klasę przez trzy lata gimnazjum. Pierwszym co zwróciło na nią moją uwagę było właśnie doszukanie się pewnego prawdopodobieństwa z moim stryjem.

Między nauczycielem i uczniami nie ma wiele bezpośredniej interakcji, pozwalającej na wymianę zdań na tematy inne niż związane z nauczanym przedmiotem. Jednak pani Aleksandrze udawało się przemycić w trakcie lekcji sporo ogólnych aspektów, dotyczących podejścia do życia, nauki i innych ludzi. Jej inteligencję widać było w każdym kontakcie, jaki miała z uczniami i dzięki tym kilku lekcjom w tygodniu, zmieniłem spojrzenie na wiele spraw.

Dzisiaj trochę żałuję, że nie wykorzystałem lepiej tej znajomości. Pod pewnymi względami osoba ta marnowała się jako pedagog. A może właśnie szkoła była najlepszym dla niej miejscem...

Amelia


Amelia była wolnym duchem. Poznałem ją na studiach. A w zasadzie najpierw o niej usłyszałem, gdyż przez pierwszy miesiąc jej nazwisko było tylko wyczytywane na liście obecności, bo ona sama uznała za stosowne pojawić się na zajęciach dopiero w listopadzie. Obcobrzmiące, francuskie nazwisko, zwracało uwagę. 

Amelia wydawała się niczym nie przejmować. Kiedy inni spędzali czas w bibliotekach czy na wykładach, ona najczęściej miała inne ciekawsze zajęcia. Kiedy już się pojawiała wydawała się zupełnie nie przejmować studiami na UW. A później znów znikała na kilka tygodni, jednak jakimś cudem zawsze znajdowała sposób na zaliczenie sesji.

Kiedy poznałem ją trochę bliżej, okazało się, że jej rodzice to międzynarodowe małżeństwo. Ojciec mieszka na stałe na Wyspach Zielonego Przylądka, a matka nieustannie podróżuje po świecie będąc dyplomatą. Amelia połowę czasu spędzała na różnego typu wyjazdach. Nie było dla niej problemem podjęcie z dnia na dzień decyzji o podróży. Ważne, żeby to był wyjazd do jakiegoś ciepłego kraju.

Wyróżniała się tak dalece, że pewnego razu postanowiłem zaprosić ją na kawę i pogadać. Właśnie o tym, jak to jest, że tak się niczym nie przejmuje i ciągle tylko śmiga z miejsca na miejsce, najczęściej gdzieś pomiędzy zwrotnikami. Mimo, że wcześniej wiele nie rozmawialiśmy i znaliśmy się raczej z widzenia, zgodziła się od razu. Przegadaliśmy dobre dwie godziny, podczas których nieustannie widać było tą nonszalancję, z którą podchodzi do życia. Powiedziała mi również, że za kilka tygodni planują ze znajomymi kolejny wyjazd. Nie wiedziała dokładnie gdzie ani w jakim składzie, ale zaproponowała mi, żebym wziął w nim udział. Żebym urwał się na trzy tygodnie i wyjechał trochę pobalować zapominając o wszystkim, co nas ogranicza. Podobnież dom z basenem był już zarezerwowany.

Ostatecznie nie zdecydowałem się jechać, przywiązanie do codzienności zwyciężyło. Jednak do dzisiaj zastanawiam się, jak by się potoczyło moje życie, gdybym był wtedy w stanie rzucić wszystko w cholerę i kupić bilet. 

Michał Szafrański


Tak, ten właśnie Michał, który prowadzi bloga Jak oszczędzać pieniądze. Miałem okazję kilkukrotnie spotkać się z Michałem bezpośrednio, wymieniliśmy również kilka maili. Oczywiście druga część "poznawania" jego osoby odbywała się i nadal odbywa za pośrednictwem bloga.

Dzięki tej znajomości dowiedziałem się, jak wielki poziom profesjonalizmu może stać za blogowaniem. Okazało się, że po pięciu latach pisania o inwestowaniu jestem zaledwie początkującym w zakresie tworzenia własnego serwisu. To właśnie Michał uświadomił mi, że potrzebne jest coś tak podstawowego, jak strona Współpraca. A to zaledwie wierzchołek góry lodowej, gdyż niemal każde jego rozwiązanie dotyczące blogowania było dla mnie wielkim wow.

Oprócz tego, Michał wydaje się być człowiekiem, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. To właśnie ten optymizm i przekonanie, że wszystko da się zrobić sprawiają, że jest tak wyjątkowy. Sam działa właśnie w ten sposób i jest maniakiem pracy, mimo twierdzeń, że robi to z lenistwa. Niech dowodem będzie fakt, że po każdym spotkaniu wracałem z wiatrem w żaglach i głową pełną pomysłów.

Pani B.


Panią B. poznałem w związku z moją pracą w kancelarii prawnej. Pierwszy kontakt miał miejsce, kiedy wykonałem do niej bardzo nieprzyjemny telefon. Dzwoniłem i rozmawiałem z pozycji siły, sądząc że mam do tego prawo. Dzisiaj bardzo tego żałuję.

Później Pani B. przyszła do kancelarii, w której pracuję i tak się złożyło, że rozmawiała właśnie ze mną. Złożyła jakieś pismo i w rozmowie oświadczyła, że nie mogła wcześniej przyjechać, gdyż posiada bardzo nieregularne godziny pracy, siedząc po drugiej stronie seks-telefonu...

Historia Pani B. nie jest wesoła. Będąc pracownicą jednego z dużych banków, wraz z koleżanką z biurka obok, przywłaszczyły sobie kilkaset tysięcy złotych z kont klientów. Sprawa się wydała, za co zapadł wyrok skazujący na pozbawienie wolności w zawieszeniu oraz grzywnę w kwocie kilkunastu tysięcy złotych. Pani B. straciła oczywiście pracę. Chwilę po tym okazało się, że jest chora na nowotwór, a leczenie, jak wiecie bardzo kosztowne, skonsumowało wszystkie oszczędności. Posiadając nastoletniego syna Pani B. zmuszona była na podjęcie takiego, a nie innego zatrudnienia. Dodatkowa choroba rodziców sprawiła, że zamiast leczyć siebie, wraz z resztą rodziny przeznaczali każde pieniądze na ich leczenie. W konsekwencji kilka miesięcy temu komornik zlicytował dom Pani B., zmuszając ją i syna do wyprowadzki.

W ciągu ostatnich dwóch lat rozmawiałem z nią kilkukrotnie. Za każdym razem mój podziw dla tej kobiety rósł. Wraz z narastaniem problemów, częściowo zawinionych, częściowo losowych, zauważałem u niej pewną wewnętrzną siłę, wyróżniającą ją pośród innych ludzi. Choroba nowotworowa, kilkusettysięczne zadłużenie oraz perspektywa utraty domu tylko to uwypuklały. Spokój, z jakim podchodziła do jej obecnego położenia aż mnie onieśmielał. Twierdziła, że po tym co przeszła nic nie jest w stanie jej przerazić. Że zawsze, nawet w najgorszych okolicznościach, da sobie radę. Cieszy się, że syn stoi życiowo na nogach, a ona sama jakoś sobie poradzi. Nawet, jeśli będzie to praca po kilkanaście godzin dziennie mimo zakazu lekarza. I do tego na seks telefonie.

Spotkanie z taką osobą skłania do myślenia. Do zastanowienia się, co w życiu jest ważne oraz że problemy, z jakimi się aktualnie borykamy są niczym w porównaniu do tego, z czym muszą mierzyć się inni. I to oni zasługują na szacunek.

Moja narzeczona


Ostatnią osobą, która zmieniła i nadal zmienia moje życie jest kobieta, którą spotkałem zaledwie 14 miesięcy temu. Po dwóch tygodniach znajomości byliśmy parą, jakieś dwa miesiące później wyznałem jej miłość, a w minionego sylwestra poprosiłem o rękę. W chwili, gdy to piszę leży obok mnie, a ja czuję, że mam wszystko, czego mi trzeba do szczęścia.

Trudno jest opisać stopień, w jakim zmieniła i nadal zmienia moje życie. Można powiedzieć, że spełniły się te wszystkie bajkowe historie, o których słyszy się od innych lub które czyta się w książkach. Dzisiaj już wiem, że faktycznie można znaleźć swoją drugą połówkę. Osobę, dla której zmienimy swoje nawyki, porzucimy złe przyzwyczajenia, a nabierzemy lepszych. Dla której będziemy w stanie zupełnie przewartościować to, co w życiu jest dla nas ważne, bo okazuje się, że wcześniej podchodziliśmy do tego w zupełnie szczeniacki sposób. 

Nie ukrywam, że ostatnie kilkanaście miesięcy to chyba najlepszy czas w moim życiu. Mam wrażenie, że w końcu trafiło ono na właściwe tory i teraz będzie już tylko zmierzało w dobrym kierunku.

Podsumowanie


Każda z opisanych powyżej osób zmieniła moje życie. Pokazała mi, że można na pewne zagadnienia patrzeć zupełnie inaczej, a ja uznałem, że to spojrzenie jest lepsze od mojego. Może moja mądrość polegała tylko na umiejętności dostrzeżenia tych osób oraz stwierdzenia, że warto zmieniać swoje podejście na inne, doroślejsze. Że warto się starać, nawet jeśli nie mamy z tego natychmiastowej korzyści i że są rzeczy ważne, które potrafią trzymać nas na nogach nawet w najgorszej sytuacji. 

Tekst ten wyszedł zdecydowanie bardziej osobisty niż to początkowo planowałem. Uznałem jednak, że warto jest podzielić się z Wami tymi przemyśleniami. Może nie będziecie od tego lepszymi inwestorami, ale chciałbym, żebyście byli w stanie rozpoznać te wyjątkowe osoby, jeśli spotkacie je w swoim otoczeniu. A jeśli już je wyłowicie, trzymajcie się jak najbliżej nich, gdyż dzięki temu wiele spraw może zyskać zupełnie nowy wymiar.

11 komentarzy:

  1. bardzo fajny tekst, szczery i odwazny. dzieki, ze podzieliles sie tymi historiami

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za inspirację, podobny temat na wpis też od jakiegoś czasu układam w głowie, żeby w końcu spisać i opublikować :)

    OdpowiedzUsuń
  3. wspaniala opowieść, jak łatki patchworku ukladajace sie w piękną narzutę.
    Szczerze i pięnie pouczajaco.

    OdpowiedzUsuń
  4. Humanisto mozesz mi powiedziec czy jak sie zapisze na sii i dostane znzke na prowizje. To czy ta prowizja wzrosnie jak skonczy sie rok?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz być stale członkiem SII, wtedy prowizje ustalone są w wysokości wynegocjowanej między SII i DM. Nie ma chyba gwarancji, że prowizje zawsze będą na takim poziomie.

      Usuń
    2. Po bessie wysiadam z gpw i wchodze w interacive brokers.

      Usuń
  5. Każdy ma w życiu osoby, które go inspirują, inspirowały. Ważne aby pod ich wpływem zmieniać się na lepsze, nie na gorsze.

    OdpowiedzUsuń
  6. O jest sporo osób które inspirują do działania. Ja może zacznę od inspiracji nie związanej ani z bankiem ani z finansami. Otóż będąc nastolatkiem nie liczyło się dla mnie nic poza muzyką i to tą najostrzejszą. Już wtedy fascynowała mnie postać Nergala którego zespół w tym czasie był znanym nie licznym w Polsce (a co dopiero mówić o świecie) w tym czasie był uznawany za undergroundowy. Ceniłem zarówno zespół Behemoth za muzykę jak i Adama za konsekwentne dążenie do celu. I choć było wiele osób którzy nie darzyli ich specjalnym entuzjazmem w tamtych czasach, to ja zawsze stawałem po ich stronie. Od tego czasu minęło 20 lat - sam zespół jest jednym z najbardziej rozpoznawalnym zespołem metalowym na świecie a sam Nergal zrobił błyskotliwą karierę i już nie tylko jest frontmanem Behemotha ale również posiada swoje firmy w Warszawie i knajpę w samym centrum Sopotu.

    Druga osoba - człowiek z którym dzieliłem ławkę w szkole podstawowej - uznany bokser Marcin Rex Rekowski, obecnie mistrz Polski w wadze ciężkiej. Może nie byliśmy prymusami w szkole a nawet było nam do tego bardzo daleko ale jak pokazuje czas, pasja i zainteresowanie również może być czymś co ukieruje nam naszą drogą na przyszłość ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam,
    Odnośnie pani nauczycielki. Chyba dobrze, że nie wykorzystałeś tej znajomości w lepszy sposób. Jedna nauczycielka w USA wykorzystała i każdy wie jak skończyła :)
    Link: http://www.fakt.pl/m/crop/-658/-500/faktonline/635641688270056808.jpg

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja to chyba wezme ślub ze swoimi pieniędzmi. Znalezienie drugiej połówki graniczy z cudem. A ja w cuda nie wierzę.

    OdpowiedzUsuń